9/23/2016

#3 Tatry 2016 - Kierunek Zawrat

Dalszy ciąg mojej górskiej przygody rozpoczął się od Czarnego Stawu Gąsienicowego. Wolnym krokiem ze znajomymi wyruszyliśmy w kierunku Przełęczy Zawrat. Początkowo droga wydawała się całkiem spokojna do momentu, w którym nie spostrzegłam pierwszych łańcuchów górskich. Nasz prywatny przewodnik grupy, którego mogliście poznać już w zeszłorocznych wpisach (Ania), początkowo nastawiła nas na niezbyt trudną wspinaczkę, którą spokojnie da się obejść.
Dlatego też w moich myślach zrodziły się obrazy pojedynczych łańcuchów, które miałam okazję już napotkać na szlaku w kierunku Przełęczy Szpiglasowej z zeszłego roku. Jednak moje spokojne myśli, w pewnym momencie przerodziły się w strach, który spowodował panikę i utratę równowagi (przynajmniej na samym początku). Z czym to było związane? Przede wszystkim z błędem jaki popełniłam. Nie czekając na resztę grupy, spokojnym krokiem ruszyłam w kierunku łańcuchów (sama) bez żadnej asekuracji za mną. Na pierwszym odcinku z łańcuchami okazało się, że jest jeden moment, w którym widać przepaść i jedyne co pozostaje to trzymanie się z całej siły łańcucha i wspinanie jak najszybciej, aby ominąć to miejsce i przypadkowo nie spoglądać z dół. Pomimo, że nie doświadczyłam nigdy jakiegoś większego lęku wysokości, to uwierzcie mi na słowo, że tego momentu nie zapomnę do końca życia - kiedy nogi stają się jak z waty. W związku z tym podjęłam od razu szybką decyzję, aby przejść ten odcinek i w bezpiecznym miejscu poczekać na resztę grupy. Na dalszym etapie mimo większych trudności, razem pokonaliśmy strach i dotarliśmy na sam szczyt.

Od tego momentu aparat poszedł w odstawkę do plecaka. Dalsza część już w następnym wpisie (chyba już ostatnim z serii Tatry 2016).


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz