8/10/2015

bon appétit | Part III


Witajcie, było już zwiedzanie miasteczka Vannes, klify położone niedaleko miejscowości Guidel... nie może zabraknąć również francuskiej kuchni! W końcu jak może już słyszeliście jest bardzo specyficzna i jedyna w swoim rodzaju. Pewnie większość z Was słyszała już o francuskich posiłkach, bądź miała okazję skosztować wszystkiego na pobycie we Francji. W związku z tym, że nie ma co się rozwodzić na tematy jedzenia, a szczególnie zwyczajów, które tam obowiązują. Napiszę tylko w skrócie kilka ciekawostek oraz ogólnych zasad tam panujących, aby Was nie zanudzić!


Na początek zdjęcie z pierwszego śniadania po francusku. Co w nim dziwnego? W zasadzie nic. Pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się pić kawę z miski! W momencie kiedy znajomi nalewali kawę do misek myślałam, że to jest jakiś żart na wstępie. Jednak okazało się, że jest to normalna, normalność w tamtym kraju. Także jeśli wybieracie się do Francji to możecie spodziewać się właśnie takiego śniadania. A co najlepsze codziennie zmienia się jedynie smak marmolady. Przez pierwsze dni można się przyzwyczaić jednak po 2 tygodniach staje się to codzienną monotonią. Śniadanie w tym czasie było najbardziej nudnym posiłkiem w ciągu całego dnia.  Zawsze mogliśmy spodziewać się tego samego. Podsumowując: bagietka + masło + marmolada + kawa (w misce) = Petit déjeuner



Niestety nie mam dostępnych zdjęć z dalszych posiłków dnia, które jedliśmy podczas naszego pobytu. Jednak codzienny obiad dzielił się na trzy części. Na początek podawano nam przystawkę. Składała się ona z bagietki oraz sałatki. Następnie większy obiad czyli owoce morza, lasagne, ziemniaki w sosie śmietanowo-serowym, różnego rodzaju mięsa bądź makarony z dodatkami warzyw. Obiady były dosyć zróżnicowane dlatego nie musieliśmy się martwić, że wyjdziemy z nich głodni. Wręcz przeciwnie, każdy wychodził pełny jak balon. Zawsze trzeba było jeść z umiarem, ponieważ po posiłku dostawaliśmy deser, który składał się albo z różnego rodzaju serów, lodów, awokado w oleju lub owoców co zazwyczaj było dodatkowo sycące. 

Owoce morza! Wszystko pięknie, ładnie, jednak ślimaka nie przełknęłam -.-


Na każdym miejscowym targu można spotkać sporą ilość owoców morza.


"Pachnące" sery. Czyli słynna przekąska francuzów. Na początku stwierdziłam, że nie kupię żadnego sera i nie przywiozę do Polski. Jednak znajomi z Francji namówili mnie na kupno. Skusiłam się, jednak do tej pory wietrzę moją nową walizkę... Co najważniejsze to nie żałuję zakupu, ponieważ ser był wyśmienity! Mimo swojego zapachu, bretońskie sery należą do jednych ze smaczniejszych. Polecam.








Słynne Churros.. czyli niebanalna przekąska dla każdego smakosza słodkości. Pochodzą one bliżej z Hiszpanii jednak, można je spróbować również na terenie Francji. Jedne z moich ulubieńców. Smakują genialnie! Podawane są w dwóch wersjach z nutellą lub samym cukrem.

Takim smacznym akcentem pozdrawiam Was ciepło. 
Au revoir.

~Karolina~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz